Wstałam dzisiaj o piątej rano, umyłam zęby, ubrałam się w strój do biegania, zjadłam śniadanie i poszłam pobiegać po okolicy.
Mijałam właśnie jedną z uliczek.
- Nie zrezygnujesz teraz! - odwróciłam się słysząc jakieś krzyki.
- A co mi zrobisz!? - od razu poznałam głos Jamesa.
O co w tym wszystkim chodzi?
Z czego nie zrezygnuje James?
Podeszłam do nich bliżej i teraz słyszałam już całą rozmowę dokładnie.
- Nie odejdziesz, rozumiesz? Narobisz tam tylko kłopotów. - powiedział ciemnoskóry chłopak, stojący obok Jamesa.
- Josh, nie mam zamiaru dalej w to wchodzić. - powiedział blondyn.
Czyli ciemnoskóry chłopak ma na imię Josh.
Ale nadal nie rozumiem nic z tej rozmowy.
Przez przypadek ustałam na puszkę od piwa, leżącą pod moimi stopami.
Chłopacy od razu odwrócili się z przerażeniem patrząc na mnie.
- Rose!? Co ty tu robisz? - spytał zaskoczony James.
- Przebiegałam tędy. Właściwie to ja już będę...- chciałam dokończyć, ale chłopak imieniem Josh złapał mnie za ramię i zaprowadził do budynku.
Co do cholery!?
- Josh! Co ty wyprawiasz!? Zostaw ją! Ona tylko tędy przebiegała!
- A co jak usłyszała za dużo!? - krzyknął ciemnoskóry i spojrzał na mnie. - Ile usłyszałaś?
- Nic! - odpowiedziałam, patrząc z wściekłością na chłopaka.
- Kłamiesz. - warknął. - James, ona mogła usłyszeć wszystko.
- Przestań, Josh. Nawet jak coś usłyszała to nikomu nie powie. - odparł pewnie niebieskooki.
- Nie obchodzi mnie. Idziemy z nią do Warrena. - powiedział groźnie Josh.
- Zwariowałeś!
Poczułam, że jest mi słabo.
Nie wiem kim był ten Warren, ale wyczuwam kłopoty.
--------------------------------------------
Hey! Za nami drugi rozdział!
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale musiałam wszystko pozałatwiać.
Mam nadzieje, że pojawią się czytelnicy i komentarze!
Do następnego! :) x
Maybe Someday
19 lipca 2015
8 czerwca 2015
Rozdział 1
Zacznę od samego początku...
Mam na imię Rosalie lub - jak kto woli - Rose. Mieszkam w Southampton w Anglii. Mam kochającą rodzinę. Mój brat - Aaron - jest opiekuńczy i pomocny. W obecnej chwili pracuje za granicą w Nowym Jorku. Moja mama - Lisa - pracuje jako prawnik w kancelarii ojca. Mój ojciec - Zed - od zawsze stawiał mi wysokie wymagania, posyłał mnie do najlepszych szkół i ma nadzieje, że wkrótce zostanę prawnikiem, ale ja nie mam takiego zamiaru. Zawsze interesowałam się pisarstwem. Kocham książki, od czasu do czasu sama mogę napisać jakieś opowiadanie. Mój brat zawsze twierdzi, że mam talent do pisania, ale tata nigdy tego nie zrozumie.
W obecnej chwili siedzę w kawiarni i czekam na moją przyjaciółkę Emily. Jak zawsze się spóźnia. Na półkach znajdują się różnego rodzaju książki, magazyny, po środku leży fioletowy puchowy dywan, a siedzenia to wygodne czarne albo białe kanapy i fotele. Zawsze lubiliśmy spędzać to czas. Nigdy nie ma tu dużo ludzi i zawsze jest cisza. Jesteśmy tu stałymi klientkami. Zawsze zamawiam cappuccino, a Emily expresso.
Usłyszałam jak drzwi otwierają się i do pomieszczenia wchodzi moja przyjaciółka. Jak zawsze ma rozpuszczone, brązowe włosy, sięgające do piersi, oczy niesamowicie, niebieskie podkreślone konturówką. Zazdrościłam jej urody. Była piękna i wszyscy w szkole oglądali się za nią. Ja zawsze byłam szarą myszką, ale to się trochę zmieniło odkąd zaczęłam chodzić na imprezy. Poznawałam nowych ludzi.
- Cześć słońce! - krzyknęła Emi i przytuliła mnie mocno. - Wszystko w porządku? Czemu jesteś jakaś, taka przymulona? - zapytała z troską.
- Wszystko okej. - odpowiedziałam, bawiąc się łyżką od mojego napoju.
Nie chciałam jej wspominać o tym jak poznałam Jamesa i poszłam z nim do łóżka. To była jednorazowa sytuacja! I naprawdę tego żałuje. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Ale jego oczy. Jest taki boski! Nie cierpię go. Zniszczy mi tylko życie.
- Ooou. Widzę, że coś się dzieje? Niech zgadnę! Poszłaś z jakimś chłopakiem do łóżka i teraz żałujesz?
- Masz mnie. - odpowiedziałam, a on mnie znów przytuliła.
- Coś zrobimy z tym fantem. Jak on się nazywa? - spytała.
- James Craven. - odpowiedziałam, a ona wciągnęła gwałtownie powietrze.
- No nieźle młoda! - krzyknęła, szturchając mnie w bok.
Nie rozumiem jej. Czy jest coś czego nie wiem? Muszę z nim porozmawiać. Nie chcę go nigdy więcej widzieć.
-------------------------------
I jak wam się podoba?
Na razie jest spokojnie, ale akcja dopiero się rozkręca.
Jak myślicie o co może chodzić Emily?
28 maja 2015
Prolog
Więc zaczęło się tak...
- Rose! Wychodzimy z ojcem na konferencje, bądź grzeczna! Wrócimy po południu! - krzyknęła moja matka, wychodząc.
Wspaniale. Kolejny wieczór dla mnie. Poszłam do swojego pokoju, wyjęłam z szafy czarną, kończącą się w połowie ud sukienkę. Umalowałam się lekko i rozpuściłam włosy. Zeszłam do kuchni, otworzyłam szafkę z trunkami ojca, wzięłam pierwszy lepszy i się napiłam. Skrzywiłam się - wódka. Westchnęłam, wyszłam z domu i skierowałam się do klubu.
--------------------------------------------
- Ile razy mam ci jeszcze mówić, że to przez przypadek? - mówił, a raczej krzyczał do mnie jakiś chłopak, miał blisko 17 lat, jasne, długie włosy i niesamowite oczy. Dobra, Rosalie, to tylko facet! Co i tak nie zmienia faktu, że wylał na mnie drinka. Stałam wkurzona i się na niego patrzyłam.
- Przypadek!? Przez ciebie mam mokrą sukienkę! - krzyknęłam, a on westchnął.
- Może wyjdźmy na zewnątrz? Przez muzykę nie da się rozmawiać! - krzyknął, a ja się zgodziłam.
Wyszliśmy przed klub i ustaliśmy na parkingu.
- Przepraszam za tą sukienkę, okej? Nie wiem.. chcesz to pójdziemy do mnie i tam się wysuszysz? - spytał.
I teraz nachodzą się myśli jak mama mówiła, że pójście z kimś do jego domu jest niebezpieczne. Ale w końcu on jest w moim wieku. Co mi szkodzi? Mam 17 lat i jak będę chciała pójść z kimś do łóżka to pójdę.
- Okej. - odpowiedziałam.
Poszliśmy do jego domu, zaproponował herbatę, ale odmówiłam, przeszłam do salonu i oglądałam jego zdjęcia z dzieciństwa. Był uroczym chłopczykiem!
- Gdzie twoi rodzice? - spytałam, a chłopak ustał obok mnie i też przyglądał się fotografiom.
- Wyjechali z kraju pracować. Mają wrócić dopiero za trzy miesiące. - odpowiedział.
- Mieszkasz tu sam? Wow. Też bym tak chciała. - odpowiedziałam.
- Taak. Wiesz co może...- nie dokończył, bo wpiłam mu się w usta, on zaczął odwzajemniać moje pocałunki. Złapał mnie za biodra i posadził na sobie, siadając na łóżku. Całowaliśmy się namiętnie. Nie zauważyłam, a już nie miałam na sobie bluzki.
Wstał, ale nadal mnie trzymał, a ja oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Poszliśmy na górę, chyba do jego pokoju, położył mnie na łóżku i zaczął całować każdy skrawek mojej skóry. Jęknęłam niespodziewanie. A on zdjął ze mnie już resztę ciuchów, a ja z niego.
I stało się.
- Rose! Wychodzimy z ojcem na konferencje, bądź grzeczna! Wrócimy po południu! - krzyknęła moja matka, wychodząc.
Wspaniale. Kolejny wieczór dla mnie. Poszłam do swojego pokoju, wyjęłam z szafy czarną, kończącą się w połowie ud sukienkę. Umalowałam się lekko i rozpuściłam włosy. Zeszłam do kuchni, otworzyłam szafkę z trunkami ojca, wzięłam pierwszy lepszy i się napiłam. Skrzywiłam się - wódka. Westchnęłam, wyszłam z domu i skierowałam się do klubu.
--------------------------------------------
- Ile razy mam ci jeszcze mówić, że to przez przypadek? - mówił, a raczej krzyczał do mnie jakiś chłopak, miał blisko 17 lat, jasne, długie włosy i niesamowite oczy. Dobra, Rosalie, to tylko facet! Co i tak nie zmienia faktu, że wylał na mnie drinka. Stałam wkurzona i się na niego patrzyłam.
- Przypadek!? Przez ciebie mam mokrą sukienkę! - krzyknęłam, a on westchnął.
- Może wyjdźmy na zewnątrz? Przez muzykę nie da się rozmawiać! - krzyknął, a ja się zgodziłam.
Wyszliśmy przed klub i ustaliśmy na parkingu.
- Przepraszam za tą sukienkę, okej? Nie wiem.. chcesz to pójdziemy do mnie i tam się wysuszysz? - spytał.
I teraz nachodzą się myśli jak mama mówiła, że pójście z kimś do jego domu jest niebezpieczne. Ale w końcu on jest w moim wieku. Co mi szkodzi? Mam 17 lat i jak będę chciała pójść z kimś do łóżka to pójdę.
- Okej. - odpowiedziałam.
Poszliśmy do jego domu, zaproponował herbatę, ale odmówiłam, przeszłam do salonu i oglądałam jego zdjęcia z dzieciństwa. Był uroczym chłopczykiem!
- Gdzie twoi rodzice? - spytałam, a chłopak ustał obok mnie i też przyglądał się fotografiom.
- Wyjechali z kraju pracować. Mają wrócić dopiero za trzy miesiące. - odpowiedział.
- Mieszkasz tu sam? Wow. Też bym tak chciała. - odpowiedziałam.
- Taak. Wiesz co może...- nie dokończył, bo wpiłam mu się w usta, on zaczął odwzajemniać moje pocałunki. Złapał mnie za biodra i posadził na sobie, siadając na łóżku. Całowaliśmy się namiętnie. Nie zauważyłam, a już nie miałam na sobie bluzki.
Wstał, ale nadal mnie trzymał, a ja oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Poszliśmy na górę, chyba do jego pokoju, położył mnie na łóżku i zaczął całować każdy skrawek mojej skóry. Jęknęłam niespodziewanie. A on zdjął ze mnie już resztę ciuchów, a ja z niego.
I stało się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)